środa, 11 grudnia 2013

Zmiany wychodzą na dobre dopiero po czasie

W pierwszej klasie miałem też okazję jechać do Krakowa, było to w listopadzie. Niestety tego nie wykorzystałem. Byłem wtedy w lepszej sytuacji, bo nie miałem respiratora. Nie wiem dokładnie czemu zrezygnowałem. Może bałem się, że złapię jakąś infekcję. Bez rury łapałem często jakieś choroby. Najwięcej infekcji miałem w okresie jesienno-zimowym. Zaczęło się 2 lata przed rurą. Jakbym wiedział, że 3 miechy później dostanę zapalenia płuc, które skończy się tracheotomią to bym pojechał na tą wycieczkę wtedy. No, ale trudno. Jakby człowiek wiedział, że złamie sobie nogę to by sobie usiadł i tyle. 

Teraz przestałem się tym przejmować, że coś złapie. Jak złapię to trudno. Wyleczy się i będzie dobrze. Jakbym się cały czas tym przejmował to nie miałbym nic od życia. A ja odkąd mam rurę mówię, że trzeba korzystać z życia garściami ile się da. Każdy z nas ma jedno życie i to od niego zależy jak je wykorzysta i co w nim zobaczy. Nie na daremno jest powiedzenie jak człowiek sobie pościeli tak się wyśpi. Na dzień dzisiejszy cieszę się, że moje myślenie zmienia się w dobrym kierunku. Z biegiem lat człowiek zmienia się diametralnie. Nie wiem jakby moje życie wyglądało teraz bez rurki. W każdym bądź razie rura zmieniła całe moje życie. Odwróciła je wręcz do góry nogami. W tamtym roku moje myślenie było na innym etapie. Nie akceptowałem mojej rury. W tym roku jakbym dostał jakiegoś kopa energetycznego i w ten sposób zaakceptowałem rurę w pełni. W tamtym roku był taki okres, że odsysać się nie chciałem przy kimś. Obecnie moja rura to pewna cząstka mnie. To procentuje u mnie w dużym stopniu, bo nie boję się już odessać przy kimś, przy ludziach czy przy kimś kto tego nie widział. Spotkałem się z różnymi reakcjami i tymi dobrymi jak i tymi złymi. Najmniej dzieci na to reagują, bo dla nich jest to zabawa. Czasem spotykam się zapytaniami od dzieci typu:
-Czemu nie chodzisz?
-Czemu masz rurę?
Nie zawsze jestem w stanie od razu odpowiedzieć na takie pytania. Staram się odpowiedzieć tak, aby dziecko zrozumiało. Nie podam dziecku nazwy mojej choroby, bo i tak by nie zrozumiało. Wtedy traciłoby to jakikolwiek sens.  

Wycieczka do teatru

Nie było mnie tu z tydzień, więc postanowiłem coś napisać. A jest sporo do opisania. Nie chcę tak bezpośrednio o tym pisać. Zacznę od początku, a mianowicie w tamtym tygodniu dowiedziałem się od mojej wychowawczyni, że jest możliwość wyjazdu do teatru. Bardzo mnie to zdziwiło i ucieszyło, bo nie spodziewałem się dalszej wycieczki jeszcze w tym roku. W tym tygodniu dostałem potwierdzenie, że pojadę na 100% od Pani A. D. i od wychowawczyni. Tak mi przeminął poniedziałek i wtorek. Nadeszła oczekiwana środa. Przyjechał bus i myślałem, że wszystko jest tak jak trzeba. Wjechałem do busa, a tu 3 cm brakło by się drzwi zamknęły. Trzeba było wyjąć fotele. Było to pod blokiem, więc mama skoczyła po sąsiada i udało się te fotele wyjąć. W końcu po tym wszystkim wjechałem do busa i ruszyliśmy. Dobrze, że bus przyjechał o 9, bo przez to mieliśmy więcej czasu, który się przydał. Czułem, że ten czas się przyda. Nie wiem czemu tak miałem. Być może takie było przeznaczenie. Podróż przebiegła już bez niespodzianek. W teatrze udało się podpiąć respi do kontaktu na korytarzu, bo kontakt na sali odmówił posłuszeństwa. W porę mama znalazła drugi i wszystko było już w jak najlepszym porządku. Nie były to jakieś duże kłopoty, a wręcz bardzo błache, bo na wszystko znalazł się sposób. Jak to mówią nie ma tak żeby nie było jak. 

Przedstawienie było super. Jeszcze się tak nie uśmiałem. Była to komedia pod tytułem: "Mayday". Historia bardziej oparta o czasy współczesne. Główny bohater miał dwie żony i z każdą mieszkał osobno. Pracował jako taksówkarz. Przed każdą ukrywał to, że miał drugą żonę. On kłamał co innego, a jeszcze co innego mówił jego kolega. Zaczęli gubić się w tych wszystkich kłamstwach. Na końcu wszystko było już tak zagmatwane, że prawda wyszła na jaw. Tyle się działo i tyle było wątków, że cieżko to opowiedzieć czy opisać. Trzeba to obejrzeć na własne oczy, aby zrozumieć. Była to już moja trzecia podróż do teatru w tym roku. Dwa razy byłem w Bielsku, a raz w Krakowie. Dwa wyjazdy mam opisane na blogu w postach. Pierwszy wyjazd do teatru odbył się jak nie miałem jeszcze bloga.

wtorek, 3 grudnia 2013

Międzynarodowy Dzień Osób Niepełnosprawnych

O tym, że jest dziś ten dzień dowiedziałem się zupełnie przez przypadek. Dzisiaj rano słuchałem wiadomości i właśnie wtedy o tym mówili. Pomyślałem, aby napisać o tym dniu, bo trzeba o tym mówić. W Polsce jest około 5 mln osób niepełnosprawnych, a na całym świecie aż 650 mln jak donoszą najnowsze statystyki.

To duże liczby. U nas po mału potrzeby niepełnosprawnych są brane pod uwagę i rozumiane. Można by tak powiedzieć, ale niestety niepełnosprawni też napotykają się na bariery architektoniczne i inne bariery o czym nie wszyscy sobie zdają sprawę do końca. Nie chcę tu się użalać nad sobą czy nad innymi. 

Ja spotkałem się z jedną sytuacją, kiedy ktoś nie pomyślał. 
Raz pewna pani z urzędu miasta w Andrychowie chciała mi załatwić czerwony autobus zamiast busa, który i tak nie był dostosowany, bo trzeba było mnie wnosić. Niestety pani zapomniała, że jeżdzę na wózku więc moja mama już nie wytrzymała i zapytała się:

- To jak to będziemy robić ?
- Mam rozumieć, że pani będzie wnosić mojego syna, a ja wózek.
- Czy odwrotnie ?

Na tym rozmowa prawie się skończyła. Potem mama postraszyła, że jak mi nie załatwią tego busa to im TVN na głowę sprowadzi. Na tym definitywnie rozmowa uległa zakończeniu i pozytywna decyzja była już na następny dzień. W ten oto sposób miałem załatwionego busa, który woził mnie do podstawówki. Niestety trzeba było się wykłócić się o swoje.

W tym poście nie chcę pisać cały czas o sobie. Tylko chcę napisać o tym, że w Polsce dużo się zmienia w pozytwnym znaczeniu jeżeli chodzi o niepełnosprawnych. Nie jest to tępo odrzutowca. Jeszcze jest dużo do zmienienia, ale wszystko w swoim czasie.

Poruszając się wózkiem napotykam na przeszkody. Ja poruszam się wózkiem elektrycznym więc teoretycznie nie powinienem mieć żadnych trudności w pokonywaniu krawężników, a czasami się zdarzają. Mój wózek jest dość długi i szeroki więc zmiecić się gdzieś gdzie jest wąsko nieraz graniczy z cudem. Ja mogę powiedzieć, że mam jako tako w miarę łatwo, bo jężdząc moim elektrykiem nie muszę używać dużo siły. 

Co ma na to powiedzieć niepełnosprawny, który używa wózka manualnego i musi użyć dużo siły by pokonać przeszkody. Nieraz takie osoby są zdane na pomoc innych by pokonać przeszkody. Mógłbym tu pisać o tym i o tamtym, a tak szczerze każda osoba niepełnosprawna ma własne przeszkody. Pokonywać bariery pomaga w dużym stopniu technologia, która pomaga niepełnosprawnym w tym, aby stali się bardziej niezależni na tyle na ile mogą. 

Nie da się tu napisać o potrzebach wszystkich niepełnosprawnych, bo jest to po prostu niemożliwe. W każdym bądź razie każdy niepełnosprawny ma na swojej drodze bariery, przeszkody o których nawet ja nie zawsze do końca sobie zdaję sprawę. Tutaj nasuwa mi się powiedzenie, że wszyscy ludzie wiedzą wszystko, a jeden człowiek nie wie nic. 

czwartek, 28 listopada 2013

Środa pełna wrażeń i tych dobrych i tych złych

Wczorajszy dzień przyniósł mi dużo wrażeń i tych dobrych i tych złych. Może zacznę od tej złej części. A mianowicie w tym tygodniu miałem próbne matury. Najgorzej poszła mi dotychczas próbna matura z matmy. Napisałem ją fatalnie. Nie chcę tu używać niecenzurowanych słów więc sami rozumiecie zapewne o co mi chodzi i jak mi poszło. Nie wiem czy udało mi się ją w ogóle zdać. Tak by to można było ująć. Niestety nic nie mogę na to poradzić, tylko muszę to przełknąć i wziąć się do roboty. 

Ale dziś przełknąłem wczorajszą matmę i napisałem angielski. Nawet zmieściłem się w czasie 2h. Wydaję mi się, że poszło mi dobrze. Obawiałem się trochę słuchania, ale summa summarum było nawet do zrobienia i zrobiłem wszystko co było do zrobienia. Ogólnie rzecz biorąc nie było to jakieś trudne, aczkolwiek rozszerzenie już nie będzie takie łatwe z pewnością. Jeszcze została geografia, polski w poniedziałek i rozszerzony angielski we wtorek. O wynikach będę wiedział w przyszłym tygodniu.

Teraz w końcu mogę opisać dobrą część wczorajszego dnia. Dobrą to mało powiedziane. Powinienem powiedzieć, że znakomitą część. A mianowicie wczoraj byłem w teatrze w Krakowie. Nie udało by się to wszystko, gdyby nie liceum, ponieważ dyrektor załatwił specjalnego busa, który był dostosowany do wózka więc nie musiał mnie nikt dźwigać co było dużą wygodą. Jeszcze muszę wspomnieć o mojej nauczycielce z polskiego, która do mnie przychodziła na lekcję. Od niedawna, a właściwie od tego tygodnia mam inną panią. 

A mianowicie tamta pani z polskiego kiedy do mnie przychodziła załatwiła mi tą ową wycieczkę. Poinformała innych w teatrze, że będzie chłopak z respi i załatwiła wszystko do końca za co jej bardzo dziękuję. Na dodatek kopnął mnie zaszczyt, bo byłem na widowni wcześniej i widziałem jak się aktorzy przygotowywują do występu. Byłem dosłownie 3 metry przed sceną więc wszystko widziałem i słyszałem bardzo dokładnie. Wrażenia są super - warto było jechać i to wszystko zobaczyć. Wszystko się mi podobało. Była grana komedia więc trochę się pośmiałem. A tak dokładniej była to "Szkoła żon" Moliere'a. Przy okazji odwiedziłem Kraków. Nie byłem tam z parę lat więc trochę się zmieniło.

sobota, 23 listopada 2013

Dziękuję

W tym tygodniu zakończyło się księgowanie 1%. Z racji tej sytuacji chciałbym podziękować wszystkim, którzy wpłacili 1% procent podatku na mnie. Akcję 1% prowadzimy już trzeci rok z rzędu i naprawdę dużo mi to pomogło, bo kwota pieniędzy zebrana z 1% i z koncertu starcza póki co na rehabilitację, która jest niezbędna i dzięki niej jestem w dobrej, a nawet świetnej formie.


Dziękuje to nic wiele, to za mało, ale to naprawdę cieszy kiedy ktoś o tobie pamięta. Dużo w tym roku pomógł mi mój lekarz z HELPu, ponieważ sam przekazał 1% i rozpropagował akcję 1% dla Szymona wśród swoich znajomych. Dużą rolę odegrała też moja mama, która przekazywała kartki z 1% każdemu kto mógł przekazać 1%. Wiele razy pytała się wielu osób o 1%, za co jestem jej wdzięczny.
Nauczyciele z mojego LO też przekazali 1% za co też jestem im wdzięczny.

Jeszcze raz dziękuję :)

piątek, 15 listopada 2013

Jak powstał mój blog i jego tytuł

Pomysł stworzenia własnego bloga przyszedł mi do głowy przypadkiem, bo jakoś nie myślałem o tym wcześniej. Właściwie wszystko zaczęło się od mojej mamy, która już od 2, 3 lat czyta różne blogi - o samych niepełnosprawnych i o rodzicach zmagających się z chorobami własnych dzieci. A więc pierwsze mama czytała. Potem mnie się udzieliło i czytam blogi innych internautów już blisko rok. Nawet kilka blogów udało mi się przeczytać w całości i kontynuować je, aż do dziś. Na początku tego roku pomyślałem czy nie założyć własnego bloga. Sporo o tym myślałem. Dużo rozmawiałem na ten temat z mamą. W końcu przyszła wiosna i decyzja o założeniu bloga została podjęta. Stwierdziłem, że założę tego oto bloga i koniec kropka. Jednak to był dopiero początek drogi. 

Założenie bloga to jeszcze nic takiego. Miałem za zadanie wymyślić tytuł bloga, co wydawało mi się rzeczą banalną, a przekonałem się, że wcale nie jest to takie łatwe jakby mogło się wydawać. Jest tyle blogów o różnych tytułach, że wybór jest ograniczony do minimum. Nie chciałem się odgapiać od innych internautów. Chciałem wymyślić swój własny, niepodważalny i niepowtarzalny tytuł. W końcu doszedłem do konsensusu i summa summarum ten tytuł jaki mam obecnie w pełni mi odpowiada i pasuje idealnie do mnie. Zaczerpnąłem go z refrenu pewnej angielskiej piosenki, a mianowicie utworu zespołu Goo Goo Dolls pt. "Iris". Co prawda musiałem wyrzucić kilka zbędnych słów
i z tego powstał:

And I don’t want the world to see me

’cause I don’t think that they’d understand

When everything’s made to be broken

I just want you to know who I am

taki oto tytuł:

I just to know who I am

Jako ciekawostkę dodam, że sam tytuł "Iris" w tłumaczeniu na polski znaczy tęczówka.

Pozdrawiam :) :D

poniedziałek, 11 listopada 2013

Mówiąc inaczej

Witam Was bardzo serdecznie. Ostatniego posta pisałem tydzień temu więc postanowiłem coś napisać, żeby nie było nudno. Ostatnio mój brat Łukasz znalazł fajnego videobloga. Prowadzi tego bloga kobieta, która w każdym filmiku mówi jak poprawnie porozumiewać się językiem polskim. Jakich błędów należy unikać w codziennych wypowiedziach. Jest tyle słów w których wymowie nieświadomie popełniamy błędy, że aż ciężko uwierzyć.
Dla zainteresowanych umieściłem link poniżej:

http://www.youtube.com/user/PamikuPL

poniedziałek, 4 listopada 2013

Brak czasu

Po kilku dniach przerwy w pisaniu postanowiłem się odezwać i coś napisać. Teraz mam mniej czasu na bloga, ale o nim nie zapomniałem. Brak czasu jest związany z większym natłokiem nauki. Było nie było próbna matura już pod koniec listopada. Zobaczę jak mi ona pójdzie. Mam nadzieje, że wszystko będzie ok. Z powtórkami i zadaniami z matury na razie daję radę. Wiadomo nie jest idealnie. Niektóre zadania idą mi lepiej, a niektóre gorzej. Człowiek nie jest idealny, ale po to jest próbna matura, by można było się sprawdzić i dopracować pewne rzeczy bądź detale, które idą nie tak jakbyśmy chcieli.

Dobrze, że teraz są dwa dłuższe weekendy pod rząd, bo mam więcej czasu na naukę i odpoczynek. Zeszły weekend wspomógł mnie, bo miałem czas, by wypocząć i naładować się pozytywnie na przyszły tydzień. Koncert i osiemnastka dostarczyły mi sporo wrażeń i emocji. Musiałem w któryś weekend bardziej wypocząć po takim meetingu imprez.

We Wszystkich Świętych pogoda mi wypaliła i wybrałem się z rodziną na cmentarz. Nawet nie było, aż tylu ludzi. Co prawda musiałem trochę zwolnić tam gdzie było więcej ludzi. Spotkałem kilka osób, które znam i znałem wcześniej. Dobrze, że chociaż w tym roku udało mi się wszystko objechać, bo dwa lata z rzędu nie udało mi się wybrać, ponieważ albo było zimno albo podało. 

Na ten weekend nie mam jeszcze żadnych planów. Niestety z każdym dniem pogoda daje o sobie znać. Dni są niestety coraz bardziej krótsze i pochmurne, ale nie mogę narzekać na nudę. Mam teraz sporo pracy. 

Odsysania nie jest tak dużo w porównaniu z zeszłą jesienią. Już druga jesień i zima z rurą więc są już mniejsze obawy o jakieś tam choroby w porównaniu z zeszłym rokiem kiedy to wszystko było dla mnie nowe. Życie z respi, nauka mówienia po tracheotomii były pewnego rodzaju nauką chodzenia i podnoszenia się do góry dla mnie. Dużo mnie to wszystko nauczyło. Dało mi siłę do działania.

Muszę się czymś Wam pochwalić.
Mój poprzedni post miał rekordową liczbę wyświetleń, bo aż
340!



czwartek, 24 października 2013

Koncert - Filmiki i zdjęcia

W poprzednim poście opisałem przebieg koncertu, ale mało napisałem o swoich odczuciach. A więc tak:

Jeśli chodzi o całość koncertu to warto było tam przyjść. Bardzo wiele się działo w pozytywnym znaczeniu. Całość wyszła spoko. Jestem bardzo zadowolony z tego koncertu. Na prawdę przyszło sporo ludzi. Nie znam nikogo kto miał tak huczną osiemnastkę. Chyba nikt nie miał tylu ludzi na swojej osiemnastce. Na pewną są to niezapomniane emocje. Nie da się ich opisać jakimikolwiek słowami. Mała trema też była, ale był to dobry znak, bo po siedmiu latach mogłaby mnie dopaść rutyna, ale na szczęście ja nie należę do tej grupy osób. Koncert był naprawdę super - mnóstwo wrażeń i emocji. Dla takich chwil warto żyć, by za kilka lat mieć co wspominać.

Dla zainteresowanych mam coś ekstra, a mianowicie chodzi o filmiki z życzeniami:

I filmik:



II filmik:



Ogólnie te filmiki mnie zaskoczyły. Całkowicie się ich nie spodziewałem. Wyszły na prawdę super. Postarali się mnie pozytywnie zaskoczyć i im to wyszło.

Zdjęcia:













niedziela, 20 października 2013

Cztery Osiemnastki cz. II "Koncert"

Wczoraj miałem najintensywniejszą sobotę pod każdym względem, ponieważ w sobotę w Andrychowskim Domu Kultury odbył się koncert charytatywny dla mnie. Na prawdę było super. Nie jestem najlepszy w opowiadaniu, ale postaram się to opisać jak najlepiej. Postaram się, aby wszystko napisać w odpowiedniej kolejności. Jedno po drugim. Zobaczymy jak mi to wyjdzie.

Część I koncertu: 

W części pierwszej koncertu ze swoim programem wystąpiło LO im. Marii Skłodowskiej-Curie w Andrychowie. Na samym początku zatańczyła para taneczna. Potem odbyło się przedstawienie inspirowane "Tangiem" Sławomira Mrożka, które przygotowało LO. Przedstawienie miało bardzo silny i ważny przekaz, gdyż przedstawiono w nim "telefon samobójców". Jak się oglądało to przedstawienie to można było odczytać jaki niosło przekaz. Potem dziewczyny zatańczyły hip-hop i jazz. Po tym odbył się recital w którym wzieli udział P. Marcin, Karolina, którzy śpiewali i Marcin, który grał na fortepianie. Wyszło im to świetnie. Następnie wystąpiła Justyna, która chodzi do mojej klasy. Justyna też super zaśpiewała. Potem pojawiło się kilka niespodzianek dla mnie. Pierwsza niespodzianka była taka, że na sali zgaszono światło i każdy kto miał telefon to go zaświecił i wyszły z tego tak jak by świeczki. Oczywiście puszczono "Sto lat" i naprawdę wyszedł super efekt. Potem moja klasa puściła zmontowany filmik z życzeniami od osób, które chodzą do mojej klasy i nauczycieli. Tego się nie spodziewałem. Filmik wyszedł super. Mogę powiedzieć, że był zajebisty. Na sam koniec puszczono filmik z życzeniami od gwiazd. Też to wyszło całkiem spoko. Oczywiście tradycyjnie wszyscy stali wokół mnie i zaśpiewali "Sto lat". Potem był tort. Zdmuchnąłem świeczki na torcie i pomyślałem życzenie. Na sam koniec dostałem bransoletkę od samorządu uczniowskiego LO. Jeszcze dostałem też od mojej klasy dużą antyramę ze zdjęciami wszystkich, którzy chodzą do mojej klasy i książkę po angielsku z wieloma objaśnieniami po bokach, która na pewno mi się przyda w dalszej nauce angielskiego.

Część II koncertu: 

Druga część koncertu już była tradycyjna. Wystąpiły w sumie 3 zespoły: 

- Soul Taker
- The Chilloud
- Roots Rockets

Oprócz tego odbywały się jeszcze licytacje. Zostały wylicytowane:

- płyta Peji
- Koszulka Grzegorza Fijałka
- płyty
  i kilka innych rzeczy

Jeszcze odbyła się nietypowa licytacja. Wylicytowano gitarę elektryczną z autografami członków zespołu Roots Rockets dla mnie. Na prawdę wiele ludzi szło i wrzucało pieniądze.

Oprócz tego koncert był na prawdę spoko. Było trochę rock'a i trochę reggae. Były to wyjątkowe 18-naste urodziny.

Chciałbym podziękować następującym osobom:

- P. Dorocie Okrzesik
- Komitetowi organizacyjnemu
- wszystkim, którzy sprzedawali kawę, herbatę, napoje, kubki itp.
- P. dyrektorowi LO
- P. Ewie Polak
- Polonistkom
- wszystkim nauczycielom LO
- wszystkim klasom LO
- klasie 3F LO
- P. Tomaszowi Żakowi burmistrzowi Andrychowa
- wszystkim innym, którzy pomagali przy koncercie
- wszystkim, którzy wzieli udział w części I koncertu i II
- wszystkim, którzy występowali na scenie MDK w Andrychowie
- zespołom
- sponsorom
- wszystkim, którzy przybyli na koncert
- wszystkim tym, których pominąłem za co ich przepraszam

 Zdjęcia w załączniku poniżej:

poniedziałek, 14 października 2013

Osiemnaste urodziny

Ostatnio miałem bardzo dziwny, a zarazem piękny sen, bo śniły mi się telefony i paczki chipsów spadające z nieba. Niestety to był tylko krótki sen, bo gdy się obudziłem nie znalazłem telefonu obok siebię i uświadomiłem sobie, że był to tylko sen.

Dzisiaj w dzień moich urodzin śniły mi się pieniądze. A to był jakiś znak, bo później przyjechała do mnie rehabilitantka i dostałem od niej portfel na urodziny. Wtedy zrozumiałem dlaczego śniły mi się pieniądze. 

Dziś zamyka się pewien rozdział w moim życiu - rozdział dzieciństwa, młodości i przechodzę w etap dorosłego życia, w którym sam już odpowiadam za swe czyny. Wiekiem jestem pełnoletni, a na dojrzałość muszę sam zapracować, bo nikt tego za mnie nie zrobi. Chciałbym zmienić siebie oraz swoje życie diametralnie, tak aby stało się jeszcze lepszym niż jest. Wtedy i tylko wtedy gdy tego dokonam będę mógł powiedzieć, że dojrzałem w swojej pełnoletności. W prawdzie jest to początek drogi przede mną. Życie pewnie da mi jeszcze nie raz kopniaka, ale dzięki temu będę bogatszy w doświadczenia. Nigdy nie wiadomo co człowieka w życiu spotka.

Cztery Osiemnastki - cz. I "Rodzina"

Ostatni weekend spędziłem w bardzo dobrym towarzystwie. Już jakiś czas wcześniej wraz z Mamą postanowiłem zaprosić swoją rodzinę na moje osiemnaste urodziny. Nie zapraszałem całej rodziny, ale zaprosiłem tych z którymi mamy kontakt. W końcu nadeszła sobota. Była ciocia z wujkiem, kuzyn z kuzynką. Naprawdę było bardzo fajnie. Pogadaliśmy i pośmialiśmy się. Oczywiście nie mogło zabraknąć torta i nie zabrakło, choć jego przygotowanie trochę zajęło, a nawet się przydłużyło, bo masa do torta nie chciała wyjść od razu. Dopiero za drugim razem po małych obawach wyszła w końcu ta nieszczęsna masa. Oprócz tego na stole też niczego nie zabrakło więc całkiem dobrze. Nie będę tu wymieniać wszystkiego co było na stole, ale każdy powinien się domyślić, że sałatka, szynka itd.

Tak było przed osiemnastką:



A tort wyglądał tak:


A tutaj z bliższego ujęcia:


Oczywiście zdmuchiwania też nie zabrakło


i "Sto lat"

Na szczęście udało mi się zdmuchnąć osiemnastkę na torcie i pomyśleć życzenie. To była moja pierwsza osiemnastka. Teraz muszę przygotowywać się do kolejnej, która niebawem, bo JUŻ W TĄ SOBOTĘ 18-NASTKOWY KONCERT DLA SZYMONA!

środa, 9 października 2013

Nie wolno łamać przepisów, ale można je delikatnie naginać

Od pewnego czasu, a właściwie od tygodnia zastanawiam się jak będzie wyglądać moja matura. Sprawa zaczęła się właściwie w zeszłym tygodniu. Trochę pomyślałem i w końcu postanowiłem się czegoś dowiedzieć więc zapytałem jednej z moich nauczycielek jak to mniej, więcej będzie wyglądać, czy będę mógł pisać samodzielnie przez jakiś czas np. samo wypracowanie z języka polskiego, a potem dyktować nauczycielowi, który pisałby za mnie. Niestety dowiedziałem się, że tak się nie da. Mógłbym dyktować cały czas, albo pisać samodzielnie. Mogę mieć też 30 minut dodatkowego czasu do każdego egzaminu. Takie są niestety przepisy. Chcąc czy nie chcąc człowiek spotyka się z głupią w tym przypadku biurokracją.

Mówiąc szczerze nie mogę sobię wyobrazić tego dyktowania. Polski i angielski - teoretycznie wydawać by się mogło, że da się to dyktować, ale z drugiej strony: 
np. słowo "góra" lub "rzeka" musiałbym powiedzieć jak trzeba zapisać czy przez "u" czy "ó" , albo gdzie dać "rz" lub "ż", albo jeszcze do tego musiałbym powiedzieć, gdzie dać kropkę, przecinek wielką literę.
np. angielskie słowo "although" które chciałbym sobie użyć dajmy na to w rozprawce to też by było trudne, bo inaczej się je pisze, a inaczej mówi.
Tak by było w przypadku polskiego i angielskiego. Matematyka byłaby bardziej utrudniona, gdyby trzeba było dyktować. Owszem są zadania zamknięte (a, b, c, d) i otwarte, ale w zamkniętych zadaniach nie zawsze znamy odrazu odpowiedzi. Często trzeba je obliczyć. 

Moim zdaniem nie da się dyktować zadań z matmy, wypracowania z polskiego, czy z anglika nie mając tego przed sobą. Poza tym zapomniałem dodać, że taka matura jest jeszcze do tego nagrywana.
Pisanie też zajmuje trochę czasu, a dyktowanie też swoje potrwa. Przysługuje mi 30 minut dodatkowego czasu. Ewentualnie godzina jeśli OKE w Krakowie na to pójdzie. Oczywiście trzeba wliczyć do tego jeszcze odsysanie, które może zdarzyć się raz, albo kilkanaście razy. 

Ja chciałbym napisać tą maturę sam. Uważam, że jestem w stanie to zrobić. Jak to poćwiczę to powinienem temu podołać. Rozumiem dobre intencję moich nauczycieli, że chcą abym dyktował, bo byłoby mi wygodnie, ale nie mogę sobie tego wyobrazić i będę obstawał przy swoim. Poza tym muszę dobrze napisać tą maturę by dostać się na wymarzone studia. Maturę próbna chciałbym pisać sam. Jak się wyrobię czasowo to i w maju dam radę. Potrzebowałbym kogoś kto przeniesie moje odpowiedzi na kartę odpowiedzi na maturze z polskiego i angielskiego. Na geografii ktoś z komisji musiałby mi pomóc urwać mapę i na matmie podać tablice matematyczne, czy przysunąć mi kalkulator. Moja lista życzeń nie jest wcale długa, a ponadto uważam, że jest to do przeskoczenia. Polak potrafi.  Owszem nie jestem w stanie powiedzieć co będzie w maju za rok, ale trudno. To już by była siła wyższa, gdybym nie dał rady pisać. Póki co nie zakładam takiego scenariuszu. Skupiam się na tym co jest teraz, a nie na przyszłości.

niedziela, 6 października 2013

18-nastkowy KONCERT dla Szymona

Ten tydzień przyniósł kilka dobrych wiadomości jeśli chodzi o koncert. Przygotowania do koncertu dopięte na ostatni guzik. Niecałe dwa tygodnie zostały. W tym tygodniu plakat został już zaprojektowany i wystawiony na portalu Facebook. Więcej nie muszę opisywać, bo wszystko jest widoczne poniżej:





Wszystkich którzy mieszkają w pobliżu Andrychowa lub w samym Andrychowie serdecznie zapraszam na VII 18-nastkowy Koncert Charytatywny "Dla Szymona" - Będzie się działo.



Piszę o koncercie już od jakiegoś czasu, ale nie wspomniałem jak to się dokładnie zaczęło więc postanowiłem to opisać. Przejdźmy do meritum sprawy i opiszmy to. A więc po kolei: Już siódmy raz odbywa się koncert charytatywny dla mnie. Pomysł wyszedł podczas zwykłej rozmowy tak ni z gruszki, ni z pietruszki. Na pomysł wpadł Jacek kolega mojego brata. Przeszliśmy od słowa do słowa, od zdania do zdania i mam dziś to co mam. On zapytał mnie, braci i mojej Mamy. Potem swojej Mamy się zapytał. Wszyscy się zgodzili i w ten oto sposób dzięki pomocy pani Doroty która zajmuje się tym co roku, mojej Mamy, Komitetu organizacyjnego, znajomych, znajomych zanajomych i wielu, wielu życzliwych osób udało się to zorganizować i kontynuować, aż do dziś. Kilka lat później dzięki pomocy mojej mamy i wielu innych osób udało się rozreklamować akcję jednego procenta dla mnie, która okazała się przydatna. Z roku na rok staramy się akcję jednego procenta rozszerzać coraz bardziej. I to by było na tyle z historii koncertów.

wtorek, 1 października 2013

Pokonywanie granic...

U mnie póki co nie dzieje się nic zwyczajnego, ale jest to cisza przed burzą. W październiku będzie się więcej się działo. Gwarantuje! Wszystko w swoim czasie. Niestety pewne znaki jesieni można już zauważyć, ale trudno. Po prostu będę musiał przywitać się z kurtką i rękawiczkami na jakieś pół roku w moim przypadku. Wczoraj lekarz zmieniał mi rurkę. Na szczęscie poszło gładko. Do świąt mam święty spokój.

Ostatnio udało mi się wybrać na zakupy z mamą. Co prawda nie było za ciepło, ale jakoś objechałem. Wstępna deklaracja maturalna już oddana. Matura próbna małymi kroczkami się zbliża. Listopad już za miesiąc więc czasu coraz mniej.

W ostatnim czasie wznowiłem grę na keyboardzie. Idzie mi całkiem dobrze. Po długim rozmyślaniu, bo trwało to z jakieś pół roku postanowiłem nagrać jak gram na keyboardzie. W końcu przełamałem tremę i przeszedłem od słów do czynów i powstało moje pierwsze nagranie. Mała trema była - to fakt. Na pewno jest to pierwsze, ale nie ostatnie nagranie. Mam nadzieję, że się Wam spodoba :)

"W taką ciszę"



Pozdrawiam serdecznie:)